Good evening, Vietnam.

Pamiętam jak blogi zaczynały być modne, to było jakiś miliard lat temu. No, może trzynaście. Byłam wtedy w gimnazjum, prawie wszystkie moje kumpele miały wtedy bloga. Pisałyśmy na nich jakieś totalne głupoty, ale to były nasze głupoty, które wtedy nazywałyśmy ważnymi problemami. Przeżywałyśmy je równie mocno, jak ja teraz przeżywam swój zbliżający się ślub. :) Ktoś mógłby powiedzieć, że za kolejnych trzynaście lat będę się śmiać z tego, czym teraz tak bardzo się przejmuję. Zapewne tak będzie, bo nie należę raczej do osób, które w kółko roztrząsają jakieś zamierzchłe problemy/kłótnie/smutki/żale czy dawno temu rozlane mleko. Trudno, już wyschło, trzeba zmyć podłogę i iść dalej. Przed siebie, nigdy wstecz. Łap dystans. :)
Blogi dziś są pewnie trochę inne niż trzynaście lat temu, ale ja swój chcę traktować jako pamiętnik, którego nigdy nie umiałam prowadzić. ;) Po prostu miejsce we wszechinternecie, gdzie mogę się pożalić lub uzewnętrznić swój wewnętrzny monolog, który nigdy nie cichnie. 
Jak już wspomniałam, niedługo biorę ślub. Nawet bardzo niedługo, bo już pod koniec sierpnia. Wszystkie liczniki, jakie mam w telefonie pokazują, że do Wielkiego Dnia zostało tylko 100 dni. I już bym chciała, żeby ten dzień nadszedł. Tak po prostu przeskoczyć w czasie do 20.08.2016. Nie dlatego, że nie mogę się doczekać bycia żoną najlepszego faceta na świecie, chociaż to oczywiście też. ;) Ja po prostu nie chcę już zajmować się przygotowaniami do wesela. Motherf****r, jakie to jest męczące! Fizycznie i psychicznie. I drogie. I czasami skomplikowane. I dołujące, kiedy nie dogaduję się z mamą, bo ona sobie coś ubzdura i koniec. Wtedy jest krzyk, bluzgi, fochy, a na koniec obie płaczą. Obie albo tylko ja. 
Staram się nie przejmować, bo przecież to wszystko minie i będziemy pamiętać tylko te przyjemne chwile, a o tych przykrych zapomnimy lub bardzo bardzo bardzo będziemy chciały zapomnieć. 
Może trochę skłamałam z tym, że nie roztrząsam smutków. Problemy, kłótnie, żale idą w zapomnienie, ale smutki... To jedyne, co czasami roztrząsam. Co prawda rzadko to robię, bo niewiele pamiętam smutków na tyle ważnych, by nimi trząść i pytać: "dlaczego się wydarzyłeś? dlaczego? dlaczego?", ale niektóre... Niektórych nie umiem zapomnieć. Wybaczać owszem, potrafię, ale zapomnieć jest mi bardzo ciężko, jest to wręcz niemożliwe. Mimo to na co dzień staram się uśmiechać do ludzi, a do życia po prostu... złapać dystans. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon