Czasami wydaje mi się, że nie jestem sympatyczną osobą. Może po prostu nie sprawiam takiego wrażenia. Przez lata bycia z K. nauczyłam się biegle władać językiem szyderczym, przez co zapewne na pierwszy rzut ucha większości osób wydaję się być dziwna lub po prostu głupia. A że z wyglądu jestem raczej przeciętna, nie każdy chce zawracać sobie głowę poznawaniem mnie lub choćby zapamiętaniem mojego imienia. Zwłaszcza, że na co dzień przebywam w towarzystwie osób bardzo dbających o wygląd albo wyróżniających się tatuażami lub nietypowym kolorem włosów. Przy takich osobach ciężko dać się zauważyć. :) Nawet trener, do którego chodzę na zajęcia, pamięta imiona wszystkich poza mną, chociaż nie raz mnie chwali. To mnie akurat bawi, bo widzę, że czasami nie wie jak się do mnie zwrócić, "and at this point he's too afraid to ask".
Nie ukrywam, że czasami jest mi przykro, że jestem taka przeciętna. Niestety nie mogę za to obwiniać nikogo, tylko siebie, a tak trudno jest przyznać się do porażki... ;) A może to nie jest porażka? Może po prostu szukam akceptacji u nieodpowiednich osób? Raz na jakiś czas spotykam przecież wyjątki - osoby, z którymi od razu znajduję wspólny język, i z którymi czuję nić porozumienia, nawet jeśli nie znamy się za dobrze. Niestety takich osób poznaję coraz mniej. Może wymierają, a może to przez to, że tak naprawdę nie szukam nowych znajomości. Od dłuższego czasu uważam K. nie tylko za swojego faceta, ale też za najlepszego przyjaciela. Przestałam tak często rozmawiać z dawnymi przyjaciółkami (których mam aż trzy) i spotykać się kilka razy w tygodniu z rodziną. Chociaż z drugiej strony tak chyba wygląda dorosłe życie - każdy zaczyna skupiać się na sobie, na swoim domu, na pracy, na swoich zainteresowaniach. Oczywiście, spotykam się z przyjaciółmi i rodziną, ale nie robię tego już tak często jak kiedyś. Prawda jest też taka, że przestałam przejmować się problemami osób, które wiele biorą a nic nie dają od siebie. Może właśnie w ten sposób zanikają znajomości, które kiedyś wydawały się być bliskie. Przestajemy się troszczyć o innych bardziej niż o siebie samych. Zaczynamy poznawać swoją wartość i doceniać siebie. Jeśli ktoś inny nas nie docenia, trudno. Niechaj znika. Może to i dobrze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz